Ona uśmiecha się do mnie, kiedy patrzę na nią

Patrzę na nią przez kilka długich chwil i zastanawiam się skąd ona wytrzasnęła to pytanie. Bo kiedy mnie zostawił, i kiedy mój ojciec się wściekał, ona cały czas mówiła mi, że mam do niego iść, wyjaśnić wszystko. Patrzę na przedstawienie, starając się nie zasnąć. Jest to inscenizacja Bitwy pod Grunwaldem. Patrzę na blondynkę, śpi. Odwracam się do Leona, który patrzy na swój telefon. Swoją bluzę ma kolanach, więc zabieram mu ją i przykrywam się nią. Patrzy na mnie i uśmiecha się delikatnie. Jest to jeden z bardzo subtelnych sygnałów- może, choć nie musi oznaczać, że się jej podobasz. U siebie jednak zauważam taką tendencje- i kilka znajomych dziewczyn to potwierdziło- że kiedy ktoś mi się podoba, podczas rozmowy patrzę na jego usta, myśląc o tym jak fajnie byłoby je pocałować. Patrzę na nią, a ona uśmiecha się nieśmiało. - To Suzanne, moja dziewczyna - bełkoczę, wskazując na nią ręką. - A to Ryan, mój przyjaciel z dzieciństwa. I jego żona, Victoria. Powinienem najpierw przedstawić ich swojej dziewczynie, a nie na odwrót, ale chuj z tym. Wypiłem. - Miło mi was wreszcie okiełznać. Bo dotarło do mnie, że ta krucha, bezbronna istota, ma tylko mnie. I jest, tylko moja. Gdy czasem pyta o swojego ojca, zawsze odpowiadam, że nasze życie ułożyło się tak, że mamy tylko siebie. Ona wtedy zawsze się uśmiecha, kładzie mi głowę na kolanach i odpowiada, że to jej w zupełności wystarcza. Gdy patrzę na mamę. Gdy patrzę na mamę, a ona uśmiecha się, w pokoju jest więcej błękitu. Wyczekuję tych chwil, a tak ich mało i za mało powodów. Uchylam drzwi, wietrzę ze słów przedpokój. Tu rozgościły się moje niepokoje. Śpią w butach, ładują się do torebki, wybrzmiewają w dźwięku telefonu. Halo, to ja - twój strach. Kolega! Gdy na mnie patrzy uśmiecha się sam do siebie! O co mu chodzi? Już od pewnego czasu zauważyłam, że mój kolega z grupy się często na mnie patrzy, ja również się na niego patrzę od momentu gdy zauważyłam jego spojrzenia. Jest cichy i małomówny na zajęciach go praktycznie nie słychać i sporadycznie rozmawia z dziewczynami. Zawsze, czasem się uśmiechnie, innym razem gapi się jak słoń w malowane wrota. Być może to dlatego, że ja również na nią patrzę, dosyć często i domyśla się, że 'coś' w trawie ... Powiedz, co mogę zrobić – pyta on. Dochodzi druga, chcę się tylko położyć, zawinąć kołdrą, przespać. „Nic nie możesz” – myślę. – Nie wiem– mówię. Siedzimy na stołkach w kuchni już czwartą godzinę. Boli mnie tyłek i serce, pęka głowa. „Szkoda, że powiedziałam mu dzisiaj, nie dam rady jutro na prezentacji po tej zarwanej nocy”. Tak […]

Moja siostra była na medycynie, ale Jerzy Zięba ją nawrócił…

2018.06.26 23:02 Arald98 Moja siostra była na medycynie, ale Jerzy Zięba ją nawrócił…

Altmedy – to dla Was. Na request jednego z ananiaszy. Moja siostra (lat 23) była całkiem spokojną i pracowitą dziewczyną. Studiowała medycynę, ciężko zakuwała po nocach, regularnie uczęszczała na wykłady, nauka ją pasjonowała, chciała nieść pomoc innym, co w połączeniu z jej olbrzymim głodem wiedzy dawało szansę na interesujące, męczące, ale satysfakcjonujące życie. Byłem z niej dumny, podobnie jak rodzice. Miała dobre wyniki i z olbrzymim zapałem opowiadała o nowych rzeczach, które poznawała na zajęciach. Oczywiście nic nie rozumiałem i zawsze patrzyłem na nią wymownym wzrokiem, prosząc o wyjaśnienie jakiejś kwestii, którą akurat omawiają na wykładach, w sposób zrozumiały dla osoby niezwiązanej z tematem. Ona wtedy starała się jak tylko mogła, używała porównań, rezygnowała z trudnych wielosylabowych słów, które dla niej stały się normą. Chciała skończyć studia i ruszyć na specjalizację. Zdecydowała, że wybierze wtedy albo onkologię, albo radiologię, albo kardiochirurgię, zależy, gdzie będzie mogła. Miała plany, ambicje i zapał. No i się spierdoliło, ku olbrzymiej żałości całej rodziny. Ale zacznijmy od początku. Na ostatnie święta przyjechał do nas wujek. Rodzice go bardzo lubili. Ja niespecjalnie. Rzucał nieustannie żarty, które wywoływały u mnie srogi cringe, zwłaszcza te o kobietach. Wujek Tadzio zawsze śmieszkował. To były pierwsze święta spędzone z nim od czasu, gdy moja siostra zaczęła studia medyczne. Postanowił zatem przygotować dla niej specjalny prezent. Podarował jej książkę zawiniętą w ozdobny papier i zaznaczył, żeby go rozerwała dopiero wtedy, kiedy on wyjedzie. Nie mogłem specjalnie domyślić się, co za prezent wujcio wymyślił dla Dorotki. Rzucił tylko „HEHE NO TO CIEKAWE CO POWIESZ NA PEWNO WIĘCEJ SIĘ Z TEGO DOWIESZ NIŻ Z TEGO TWOJEGO UNIWERKU HEHE”. Przypuszczałem więc, że książka była poświęcona czemuś lekarskiemu. „Jak czytać EKG”? Najnowsza „Biochemia Harpera”? A może farma – techniki odmierzania leków albo receptury? Żeby było jasne – lekarzem nie jestem, nie będę i być nie chcę. Ja po prostu widzę półkę na książki Dorotki i patrzę sobie czasami z nudów, co jest w nich napisane, ale po kilku stronach mam już dość. Więc mniej więcej ogarniam, jakie tytuły studenciaki czytają. Tadzio mimo wszystko był dosyć nieprzewidywalny. Zdarzało mu się, że zakładał na głowę czapkę z folii, pierdolił coś o reptilianach, wyrzucił całą elektronikę, żeby go „Zuckerberg nie śledził” (dzięki temu przynajmniej dostałem na własność niemal nietkniętego smartfona). Teraz chyba się już ogarnął i zrezygnował z tego poszukiwania spisku wszędzie, gdzie tylko się da. Tak czy siak, wujcio wyjechał, a siostra postanowiła otworzyć prezent. Byłem przy tym. Rozerwała papier i zobaczyliśmy okładkę, na której widniał tytuł: „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie”. Od tego się zaczęło. Siostrzyczka zaczęła czytać sobie rano po kilka stron przed porannymi zajęciami. Wstawała wcześnie, więc mogła sobie pozwolić na krótkie czytanki. Nie znała autora książki, ja o nim nie wiedziałem nic, poza tym, że publikuje jakieś nudne filmy na YouTube. A też Dorotka chciała poczytać sobie coś lżejszego, coś, co jest związane z lekarskim fachem i nie jest ciężką literaturą medyczną. Mijały dni, coraz mniej ochoczo opowiadała o tym, czego się nauczyła. Coś ją tknęło, ja to czułem. Bałem się, że obniży sobie poprzeczkę, tak świetnie sobie radziła, dlaczego miałaby przestać? Więc sam zadawałem dużo pytań, chciałem wyciągać od niej wiadomości w nadziei na to, że znowu będzie taka, jak kiedyś. Zamykała się wtedy w pokoju i prosiła mnie, bym jej nie męczył. Gdy po jakimś czasie pukałem i wchodziłem, dostrzegałem ją leżącą na łóżku z „Ukrytymi terapiami” w rękach. Gdy pewnego dnia przyłapałem ją na masturbowaniu się do książki, wiedziałem, że coś jest nie tak. Stękała jak pojebana, słychać ją było na cały dom. Dorotka wstąpiła na Facebookową grupę poparcia dla pana Z., autora „Ukrytych terapii”. Rodzice nie mają Facebooka, więc tylko ja widziałem, co ona odpierdala. Zaczęła pisać posty na swojej tablicy, w których wychwalała wszelkiego rodzaju metody leczenia, które dla mnie, jako laika, wydawały się, delikatnie mówiąc, dziwne. Podam przykłady: wlewy z wody utlenionej, powiększanie cycków za pomocą hipnozy (kek), rezygnacja z Wi-Fi jako głównej przyczyny niepłodności u dziewczynek. Każdy taki post podpisuje klauzulką, że jest studentką medycyny, która postanawia dopuścić do swojej nauki metody niekonwencjonalne, jako zdrowsze, skuteczniejsze i w wielu przypadkach jedyne możliwe do zastosowania. Jej znajomi z uczelni zawsze rzucali pod takimi postami komentarze typu „stara, ogarnij się, obejrzyj se PubMed, przecież w tej bazie jest wszystko, co tylko wiadomo o współczesnych naukach medycznych, jak możesz takie bzdury głosić jako przyszły lekarz!?”. Ona z kolei odpowiadała bezsensownymi argumentami typu: „stary, obejrzyj se rosyjski film „Woda – wielka tajemnica”, może się nauczysz i też zaczniesz rozmawiać ze szklanką i jej dziękować, zanim weźmiesz łyka wody. Ludzie nie doceniają tej substancji i tego, że należy jej się szacunek, również werbalny”. Kontaktowała się z innymi ludźmi na grupce, którzy myślą podobnie, nawiązała znajomości, a kamraci traktowali ją jak autorytet, „lekarza, który się nawrócił”. Pachniało mi to lekkim sekciarstwem. Może przesadzam, nie wiem. To chyba normalne, że twój członek rodziny stawia na biurku szklankę wody, a następnie rozkłada specjalny dywanik na podłodze i oddaje naczyniu 14 pokłonów (sam liczyłem). Kiedy zaczyna się jakikolwiek shitstorm w komentach pod kontrowersyjnymi postami Dorotki, natychmiast pojawia się typ albo dwóch którzy biorą jej stronę, zarzucając oponentom niedouczenie, ignorancję, wyzywając ich od „kitli”, „prowacków”, „sprzedajnych trybików w machinie” oraz stosując inne prymitywne formy argumentacji. Kiedy studenci medycyny bronili swoich racji, prosili o jakiekolwiek dowody, przedstawiali własne, to altmedowcy pisali tylko „on pisząc swoją książkę korzystał z wyników badań opracowanych przez lekarzy i elo”, po czym pisali sobie wzajemnie teksty w stylu „ale zaorane, łoooooooo”. Oczywiście młodzi studenci nie dawali za wygraną, zarzucali wybiórcze traktowanie dowodów, negację wyników badań wskazujących na generalny trend i inne fundamentalne błędy w myśleniu. Altmedowcy znowu wyzywali ich od „kitli” i koło się zamykało. No może nie do końca, czasami wpierdalali jakiś dowód anegdotyczny – „płukałam nosek mojej córeczki perhydrolem, trochę postękała, popłakała się biedna, ale zadziałało – katarek minął”! Na tym nie koniec. W domu również dochodziło do nieprzyjemnych sytuacji. Dorotka uparcie mówiła, że nie chce więcej studiować medycyny, chce się zająć bioenergoterapią. Rodzice, na początku zdziwieni, próbowali przemówić jej do rozumu. Co się stało z moją siostrą? Tak bardzo chciała być lekarzem! A teraz chce naciągać Bogu ducha winnych ludzi z większą liczbą zer na koncie niż ilorazem inteligencji tylko po to, żeby pomachać nad ich głowami rękami, odmówić zdrowaśkę od tyłu i wyciągnąć pięć stów za półgodzinną sesję. „Nie nie!” – zapewniała mnie Dorotka – „ja będę jeszcze oferować usługi zdalne: z mojego pokoju będę wysyłać lecznicze wibracje automatycznie po zaksięgowaniu przelewu”. Sytuacja robiła się lekko denerwująca. Mama postanowiła pewnego razu wziąć mocne lekarstwa przeciwbólowe, gdyż strasznie bolał ją brzuch. Ciężko znosi biedaczka okres, nie może wyjść z domu, czasami nawet nie chce się podnieść z łóżka. Już zbliżała rękę do ust, by połknąć tabletkę, a tu jak Dorotka zaraz nie pierdolnie i nie wybije pigułki matce sprzed nosa drąc się „MATKA CO TY ROBISZ CHCESZ SIĘ ZATRUĆ I FINANSOWAĆ TYCH SKORUMPOWANYCH FARMACEUTÓW”? Mama tylko popatrzyła na nią jak na debilkę i wytrzeszczała oczy, kiedy Dorotka z maniakalną miną zanurzyła własny włos z głowy w szklance wody, wyjęła go, energicznie wstrząsnęła szklanką, przelała pół zawartości do nowej, ponownie rozcieńczyła wodą, wstrząsnęła mieszaniną, znowu przelała pół, znowu rozcieńczyła, wstrząsnęła, znowu przelała pół, znowu rozcieńczyła, wstrząsnęła i podała obolałej matce do wypicia. „Córuś, a to zadziała”? „Lepiej niż zwykłe lekarstwa. Zaufaj mi, uczę się tego”. „No dobrze, zaufam ci, chociaż wątpię”. „Skoro tak, to poczekaj, wzmocnię efekt terapeutyczny”. W tym momencie Dorotka wsypała do swojej mikstury szczyptę soli i mieszała, aż się wszystko rozpuściło. „Wciąż nie rozumiem, córeczko, jak to ma mi pomóc”. „To kwestia rodzinnego konfliktu. Ja zawsze łagodnie miesiączkuję, bo oddajesz mi swoją energię, masz zakodowany w głowie program, by we wszystkim ulżyć swojemu dziecku, czy tego chcesz, czy nie. Przez włos zwracam ci tę energię”. Mama wypiła wodę z dodatkiem soli i położyła się zrezygnowana do łóżka. Brzuch nie przestał jej boleć. Następnego dnia wkurwiona wzięła tabletkę, kiedy Dorotka wyszła na zajęcia. Podobnych akcji było sporo. Tatełe nie mógł na przykład wziąć aspiryny, gdy się przeziębił. Obaj myśleliśmy, że wszystko przejdzie gładko, Dorotki nie było w domu. Kiedy tata wrzucił pastylkę do szklanki, usłyszeliśmy za oknem huk samochodu uderzającego w ścianę. Naszego samochodu. Zobaczyłem tylko, jak Dorotka wysiada z niego z furią na twarzy, usłyszałem tupot jej nóg po schodach, wpierdoliła się do mieszkania, wyważając drzwi, wtargnęła do kuchni i wylała zawartość szklanki taty do zlewu. Ojciec się wkurwił, zapytał się jej, co ona odpierdala, a ona odpowiada ze złością „JA TYLKO NAS PRÓBUJĘ RATOWAĆ OJCZE”! Nie odzywali się do siebie przez tydzień. W końcu moja siostra postanowiła, że wyjebie do śmieci wszystkie nasze leki. Od tego momentu w apteczce mieliśmy tylko dwie rzeczy – butelkę z lewoskrętną witaminą C i słoiczek z jakimś olejkiem eterycznym. Potem sobie ubzdurała, że chce kupić strukturyzator przywracający pamięć magnetyczną wody, „zgodną z polem magnetycznym Ziemi”, jak przeczytała na stronie internetowej produktu. Dla beki napisałem do Xiaomi, by opracowali podobne urządzenie. Opracowali, było mniejsze i bardziej poręczne, no i nie kosztowało dwa i pół tysiąca cebuli. Okazało się być zwykłym filtrem do wody BRITA z przyklejoną naklejką Xiaomi zasłaniającą oryginalny logotyp. Jestem pewien jednak, że i tak lepiej oczyszcza niż oryginalna maszyna. Potem wysłałem siostrze linka do nie-strukturyzatora, a jak ona nie wpierdala mi się do pokoju i z wyrazem totalnej furii na twarzy nie zaczyna szarpać mnie za koszulkę i drzeć ryja żebym sobie nie żartował „BO KURWA TO SĄ POWAŻNE SPRAWY, KIEDYŚ CI SIĘ DOSTANIE, WODA WSZYSTKO PAMIĘTA”! „I tak Xiaomi lepsze” – odparłem. A ona sprzedała mi liścia w policzek mówiąc, że „GÓWNO PRAWDA BO XIAOMI MA W SWOICH TELEFONACH ANTENY WI-FI”. Ja kisnę zupełnie, ona ryczy i trzęsie mną żebym przestał. Odgłosy szamotaniny ściągnęły ojca do pokoju, musiał nas rozdzielać siłą. Tego dnia zrozumiałem, że moja siostra stała się zwykłą fanatyczką altmedu. A ja tylko modlę się, żeby nikt w rodzinie nie zachorował na cokolwiek poważniejszego niż katar. Znaczy, należą wam się tutaj słowa wyjaśnienia. Dorotka nie zawsze sprawiała wrażenia zamkniętej na najnowsze osiągnięcia medyczne oszołomki, która zdecydowała się nie szczepić swoich dzieci, gdy będzie je miała, i która zadowala się prostackimi, nienaukowymi argumentami płynącymi z mądrych filmów z żółtymi napisami zamieszczonymi na YouTube, i która w imię fanatycznej wiary w witaminki leczące raka postanowiła się mentalnie cofnąć do czasów wczesnego średniowiecza, i która odprawia znachorstwa przed każdym posiłkiem, i która gotowa jest doświadczyć kontaktu z czwartą gęstością Wszechświata, i która ostatecznie rzuciła studia medyczne, by samodzielnie zgłębiać tajniki leczenia bioenergoterapią. Przepraszam, jeśli odnosiliście takie wrażenie do tej pory. Otóż przez chwilę był względny spokój. Siostra znalazła sobie inne zainteresowania, na przykład poznała twórczość Nosowskiej i z dużą dokładnością obserwowała jej Instagram. Mama patrzyła z radością, że Dorotka znalazła sobie inne zajęcie, a nie ciągle tylko ta alternatywna medycyna. W sensie, to nie ma nic wspólnego z moją miłością do Nosowskiej, bo to moja osobista sprawa, siostra sama po prostu obczaiła tę kobietę. Mama zapytała się kiedyś, skąd nagle takie zainteresowanie piosenkarką. Dorotka w odpowiedzi pokazała jeden z filmików na Instagramie, na którym Kasia podzieliła się swoim „tipem” do uprawy roślin ogrodowych – otóż wystarczy porządnie zapłakać nad naszymi grządkami, aby wszystko zaczęło bujnie rosnąć. Istotnie, ogródek Nosowskiej zmienił się nie do poznania. „Skoro u niej to zadziałało, to na pewno zadziała wszędzie, zaraz pójdę na dół i spróbuję”. Byłem przy tym, chciałem jej sprzedać kosę pod żebra za używanie prymitywnego dowodu anegdotycznego. Nic się nie zmieniło, ciągle ta sama altjebnięta Dorotka. Mama też to wyczuła. Westchnęła, rzekła „ja pas” i wyszła z pokoju. Opowiem Wam teraz o chyba kulminacyjnym momencie na drodze przejścia mojej siostry z porządnej studentki medycyny na… kurwa nie wiem, jak to to nazwać. Otóż była niedziela. Mama zrobiła obiad. Taki typowo polski, niedzielny obiadek – rosół, schabowy, ziemniaczki i surówka. Różnie jemy, ale wtedy rodzice nabrali ochoty na coś „klasycznego”. Ja schabowe lubię, więc chętnie przystałem na to. Siostra coś tupnęła, coś mruknęła, jednak też przystała. Ja pierdolę, zdelegalizować wegetarian. To nie ma nic wspólnego z jej nową ideologią, była wege od lat, bo mięso jej nie smakuje, jak sama zawsze powtarzała. Gotowanie, ubijanie, maczanie w bułce tartej i tak dalej. Zasiadamy do drugiego dania. Amciu amciu, mama spokojnie, tata łapczywie, dostrzegłem w jego oczach tę błogość, jaką odczuwa zawsze, gdy je coś tłustego i kalorycznego. Siostra babra się z mięsem, ale je. Ja również spokojnie, delektowałem się mięsem. I jak kurwa nagle siostra nie wstaje, do dzisiaj słyszę w myślach ten fanatyczny ryk, ściąga spodnie i majtki, wchodzi na stolik, kuca nad moim talerzem i bezprecedensowo wypróżnia się na niego. Ja odskakuję od stołu jak oparzony. Rodzice, siedzący naprzeciwko, patrzą się na córkę z szokiem, zamarli w bezruchu. Również zamarłem i patrzę, co się odpierdala. W końcu zrywam się z krzesła, krzyczę „CO TO KURWA MA BYĆ”? Kilka sekund ciszy. „GÓWNO” – odpowiada mi Dorotka. „GÓWNO, KTÓRE I TAK JEST LEPSZE NIŻ TE LEKI CO CI CHCE WCISNĄĆ BIGPHARMA”. Wszyscy odsuwamy się od stolika, ona wciąż kuca i z szyderczym śmiechem robi swoje. Kończy. Wstaje, nie przejmując się niczym zakłada z powrotem ubrania, otwiera okno i przez nie wyskakuje. Mama krzyczy „Moje dziecko”! Mieszkamy na trzecim piętrze, skok przez okno może się źle skończyć dla siostry. Podbiegamy do okna. Wychylamy się przez balkon. Spada z satysfakcją na twarzy i pokazuje nam środkowy palec. Już zbliża się do poziomu ziemi. Wtedy nadlatuje jakiś dziwny kształt, którego w ostatniej chwili chwyta się Dorotka. Podnosi ją w górę tak wysoko, że znowu jest na wysokości trzeciego piętra. Patrzę na latający obiekt i dostrzegam, że jest to człowiek. Kurwa, latający człowiek. Kończyny miał poukładane w coś na kształt swastyki. Dostrzegam twarz – to przecież dziadzia! Nie widziałem go od czasu, gdy połamał się w trakcie ćwiczeń jogi i spierdolił z domu. Uśmiecha się z wyższością, Dorotka jedną ręką trzyma się jego koszulki, a drugą wciąż kieruje w naszą stronę środkowy palec. Pokazuje nam język, pierdzi nim przez chwilę, po czym odlatuje z dziadkiem. Widzieliśmy tylko ich dwoje, jak odlatują za horyzont. Nigdy więcej już nie spotkałem mojej siostry. Wypierdoliliśmy z domu strukturyzator wody, wszystkie jej „leki”, książki ezoteryczne, na samym końcu znalazłem pod jej poduszką „Ukryte terapie”. Spaliłem je w lesie. Dym z ogniska miał zapach goździków i spirytusu salicylowego. Patrzyliśmy we troje, jak unosi się do nieba – ja, mama i tata. Poczułem silny ból na plecach, był tak mocny, że straciłem przytomność. Obudziłem się w szpitalu. Diagnoza lekarza – kamień nerkowy spowodowany zbyt dużą dawką witaminy C. Altmed ty kurwo.
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2016.01.21 13:58 SoleWanderer Dziary narodowe. Polska z tatuaży patriotów - Konrad Oprzędek

Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać.
Daniel masuje się po Polsce, którą ma wytatuowaną na ramieniu. Polska trochę boli, bo dwa dni wcześniej kazał postawić ją w płomieniach i dodać żołnierza Armii Krajowej z karabinem. Za tatuaż zapłacił zasiłkiem dla bezrobotnych.
Chłopak wodzi smętnym wzrokiem za ludźmi, którzy biegają po galerii handlowej. Od kiedy stracił robotę w biurze, przychodzi tu codziennie. W domu ciągle czuje na sobie ojcowskie spojrzenie, które robi z niego nieudacznika i darmozjada, dlatego o dziewiątej wychodzi na miasto. Dwie-trzy godziny meandruje po ulicach Krakowa, a koło południa przysiada w galerii, żeby się ogrzać. Potem wraca do domu i rozsyła CV.
Chłopak przerywa, bo właśnie zauważył piękną brunetkę w tweedowym płaszczu i czarnych spodniach ze skóry.
Daniel od dziecka wiedział, że z ludźmi, którzy mają dość czasu i pieniędzy, by się stroić, lepiej nie krzyżować spojrzeń, bo skończy się to dla niego upokorzeniem. Wychował się w domu szewca i sprzątaczki, którzy powtarzali, że kto przyszedł na świat w dziurawych portkach, w takich umrze. Zmienili zdanie dopiero, gdy zobaczyli, że nawet ludzie skromniej żyjący od nich posyłają dzieci na studia. Nabrali nadziei, że wykształcenie wyrwie Daniela z zaklętego kręgu dziurawych portek, w którym ich rodzina tkwiła od pokoleń. Chłopak został magistrem marketingu. Nie znalazł pracy w zawodzie, więc trafił do biura firmy meblarskiej. Szef dał mu najniższą krajową, ale zapewnił, że lepsze życie zacznie się Danielowi, gdy kryzys minie. Tylko że zamiast tego firma splajtowała, a chłopak wylądował na bezrobociu. Jak wielu jego znajomych z uczelni.
Daniel znów zaczyna masować się po Polsce i wzdycha: - Kiedyś wystarczyło chwycić za karabin, żeby znaleźć się w elicie narodu. Teraz trzeba się w niej urodzić.
Młoda Polska prawicowa
Emigracja do dawnej Polski
Gdy Dominik Rozwał ma gorszy dzień, podwija rękaw bluzy i przygląda się małemu powstańcowi, którego wytatuował na przedramieniu. Dzieciak ma nie więcej niż 13 lat, a już dźwiga karabin. Co takie małolaty miały w głowach - zastanawia się 39-latek - że nie wymiękły podczas powstania warszawskiego.
Tatuaż zrobił sześć lat temu, gdy rzucił robotę w fabryce części samochodowych. Przepracował tam ponad pięć lat - na śmieciówkach. - Do tego szef tak dociskał psychicznie, że zrobił ze mnie kłębek nerwów - wspomina Rozwał. - W nocy nie spałem, miałem stany lękowe i drgawki. Skończyło się na psychotropach.
Dominik nie chciał wyjechać do Anglii, jak zrobiło wielu jego znajomych. Wolał emigrować do dawnej Polski. Na ławce w parku, gdy syn zasnął w wózku, otwierał książkę o drugiej wojnie. Przypominał sobie też o wujku, który walczył u Andersa, i o siostrze babci, która przez całą wojnę ukrywała w komórce młodą Żydówkę.
Teraz Dominik jest kontrolerem produkcji w fabryce hamulców, ma umowę o pracę i co miesiąc dostaje 2700 zł na rękę. Pensje jego i żony wystarczają, żeby utrzymać trzyosobową rodzinę. Tylko że gdy porównuje swoją pracę i tę, którą dawniej wykonywali Polacy, wychodzi mu, że jest na minusie. Bo w Peerelu, zdaniem Rozwała, robota nie zabierała ludziom całego czasu, po fajrancie mogli być mężami, żonami i rodzicami. A Dominik widuje żonę tylko w weekendy i święta. W dni powszednie wychodzi do fabryki, gdy Kasia jeszcze śpi, a wraca, kiedy jej już nie ma. Wieczorem też nie rozmawiają, bo zanim ona przyjdzie z pracy, on zasypia.
Tatuaż na przedramieniu przypomina mu o wielkości, której wokół siebie nie widzi. - Ten powstaniec, choć mały łebek, był wielki, bo pokazał charakter: poszedł na wojnę i narażał siebie dla innych - mówi. - Dzisiaj ciężko być wielkim. Nawet nie wiem, co musiałbym zrobić, żeby takim się poczuć. Mogę tylko harować, żeby opłacić rachunki, ale wtedy jestem szaraczkiem. Już pogodziłem się z tym, że o wielkości muszę zapomnieć. Ale inni nie zapomną. Widzę to po kilku kumplach z tatuażami patriotycznymi i po tysiącach ludzi, którzy co roku 11 listopada maszerują przez Warszawę.
Wyklęci i niesprowokowani. Uliczna lekcja patriotyzmu
Czas patriotów
Wychodzi do drugiego pokoju, żeby się przebrać, a jego żona mnie uspokaja: - Szymon to potulny misio, tylko łatwo się denerwuje.
Potulny misio ma 186 cm wzrostu i 91 kg wagi. Jego ciało jest tak wielkie, że mieści się na nim prawie cała historia męczeństwa narodu polskiego. Na ręce wytatuował sobie napis "1940 Katyń - 2010 Smoleńsk", na plecach - daty powstania listopadowego, styczniowego i warszawskiego, a na piersi - kotwicę Polski Walczącej.
Szymon prowadzi mnie na cmentarz Rakowicki w Krakowie, gdzie w długich rzędach białych grobów leżą legioniści. Często to jedyne miejsce, jakie przychodzi mu do głowy, gdy Paulina każe wziąć dzieciaki na spacer.
Jeśli macie dość nazioli plugawiących swoim hołdem pamięć pomordowanych dzieci z Woli, sybiraków i "leśnych" z AK, zawalczcie o serca i dusze
Szymon zna je od dzieciństwa. Jeszcze zanim usłyszał o nich w szkole, wkuwał je na polecenie ojca. Bo Henryk był synem żołnierza kampanii wrześniowej i nie wyobrażał sobie, że można być Polakiem, nie znając dat zrywów wolnościowych swoich przodków. Dlatego podsuwał Szymonowi czytanki o Traugucie, Chłopickim, Borze-Komorowskim, a potem z nich odpytywał. Karą za nieprawidłowe odpowiedzi był szlaban na grę w piłkę.
Historię męczeństwa Polaków Szymon wytatuował sobie po katastrofie w Smoleńsku. Wierzy w teorię o zamachu. Zaczął zakładać koszulki na ramiączkach, bo polubił sytuacje, gdy na widok jego dziar ludzie w autobusach poważnieją, jakby się go bali. Dzięki temu czuje się silny. Ale tylko na wiosnę i w lecie, bo gdy robi się zimno, musi zakryć tatuaże ubraniami.
Szymon jest dumny, że ma dwoje dzieci, żonę patriotkę i tatuaże. Ale jego zdaniem to za mało, żeby umrzeć jako dumny Polak. Marzy o własnym serwisie samochodowym, wybudowaniu domu i skrzyknięciu znajomych patriotów, którzy spotykaliby się co tydzień i gadali o Polsce. Chce, żeby jego dzieci widziały, jak coś tworzy.
W razie "W" - przeżyję. Preppersi przygotowani na każdą apokalipsę
W kolejkach
Marcin ma astmę, więc co kilka tygodni musi stanąć w kolejce do lekarza. Ale żeby mieć prawo do niej wejść, wcześniej musiał zająć miejsce w innym ogonku - do rejestracji na bezrobociu. Bo pracuje na czarno w sklepie internetowym i nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Urząd pracy o tym nie wie, dlatego co jakiś czas wzywa Marcina, żeby stawił się w kolejce - po skierowanie na rozmowę kwalifikacyjną do jakiejś firmy. Chłopak bierze świstek i idzie do pracodawcy, gdzie czeka już rządek bezrobotnych - po zaświadczenie o braku kwalifikacji. Gdy Gorączko je dostanie, musi jeszcze wrócić do kolejki w pośredniaku - do gabinetu urzędniczki, która odbierze od niego świstek.
W różnych kolejkach czeka już sześć lat, czyli całą dorosłość. Gdy tak opiera się o ściany gabinetów, urzędów i sekretariatów, myśli o powstańcu, który wykrwawia mu się na plecach.
Ziemowit Szczerek: Lemingi zapewnią światu pokój
Polska zaczęła wkurzać Marcina po katastrofie smoleńskiej. Nie myślał, że to zamach, raczej przesilenie, do którego musiało doprowadzić dziadowskie państwo. Wcześniej słuchał o nim setki razy, gdy media donosiły o firmach, które upadały przez błędy urzędników skarbowych. O świeżo zbudowanych drogach, które kończyły się w szczerym polu. O przedsiębiorstwach, które były prywatyzowane za grosze, bo wszyscy zgodnie twierdzili, że w rękach państwa i tak by splajtowały. Słyszał, ale nie przejmował się dziadowską Polską. Aż do 10 kwietnia 2010 roku. Wtedy odkrył prawicowy internet. Felietony o potrzebie przeorania państwa i zbudowania go na nowo mieszały się tam z esejami o Piłsudskim, powstaniu warszawskim i żołnierzach wyklętych. Utknął w tych tekstach na długie lata i nadrabiał zaległości. Ze szkoły, bo jako uczeń jeszcze nie miał głowy do historii. I z domu: - Mój tata jest hydraulikiem, mama kucharką, a prości ludzie w starszym pokoleniu nic o historii nie wiedzą i nie mogą zaszczepić dzieciom patriotyzmu.
Gdy zrobił tatuaż, miał opory, żeby pójść na basen, ściągnąć koszulkę i pokazać krwawiącego powstańca. Bał się, że ludzie będą patrzeć na niego jak na oszołoma. Teraz już się nie boi. - Bo naród się obudził, patriotów jest coraz więcej - mówi. - Od ostatnich wyborów czuję się w Polsce całkiem nieźle. Nie chcę zapeszać, ale teraz nawet nie wzywają mnie do urzędu pracy, żebym odstał swoje w kolejkach. Może wreszcie Polska zmusi takich szefów jak mój do płacenia pracownikom ubezpieczenia. I pozwoli nam żyć.
Laski chcą dotknąć dziary
Z okna widzi dwóch "zielonych ludzików". Omiatając ulicę spojrzeniem, upewniają się, że jest bezpiecznie. Potem przechodzą pod mur kamienicy spod piątki. Przewieszają kałachy przez ramię, ściągają hełmy i kominiarki, żeby zapalić szlugi. Wojtek szybko wyciąga z szafy pistolet maszynowy Sten, kultową broń powstańców warszawskich, otwiera okno i oddaje do ludzików serię strzałów. Trafia, ale czuje niedosyt. Bierze z kuchni nóż, wybiega na ulicę, żeby poderżnąć trupom gardła.
Ten krwawy sen to ślad, jaki w głowie Wojtka Szlachetki zostawili Rosjanie, zajmując Krym. Pomyślał wtedy, że "zielone ludziki" nie poprzestaną na Ukrainie, pójdą dalej - na Litwę, Łotwę, Estonię, a w końcu dotrą do Polski. Zaczął więc czytać o walkach, które polscy partyzanci toczyli z okupantami. Zapisał się na kurs strzelecki i wytatuował na łydce kotwicę Polski Walczącej.
Już od maleńkości w Polsce przesiąkamy skrajnie nieprawdziwym obrazem wojny - romantycznej, młodzieńczej przygody
Wojtek ma żal do swoich dziadków, bo nie chcieli mu opowiadać o wojnie. Podejrzewa, że zamiast wykorzystać szansę na bohaterstwo, jaką daje okupacja, orali pole, karmili kury i doili krowy. Na swoje podobieństwo ulepili jego rodziców, którzy zamiast sprzeciwiać się komunie, pokornie podbijali kartę - ojciec w stolarni, a matka w zakładzie fryzjerskim. Dla Wojtka umieranie za ojczyznę jest ważniejsze niż życie. Twierdzi, że gdyby dostał szansę na przelewanie krwi za Polskę, umiałby ją wykorzystać. Ani chwili nie wahałby się z rzuceniem posady agenta nieruchomości.
Pensja starcza mu na wynajem kawalerki w Krakowie, koszule z modnych sieciówek, steki z najlepszej wołowiny, wakacje w Hiszpanii i balowanie w weekendy na mieście. Uważa, że żyje w dostatku, ale nie czuje, że coś od niego w świecie zależy ani że coś po nim zostanie. Gdy się zastanawia, jak naznaczyć sobą świat, do głowy przychodzi mu scena ze snu, w którym patroszy "zielone ludziki".
Od kiedy Wojtek jest prawdziwym mężczyzną, o wiele rzadziej ściele łóżko.
1600 brutto i potęga PiS-owskiej propagandy
Tam, gdzie każdy Polak się zaczyna
Orzełka Eweliny nikt z obcych nie zobaczy, bo schowała go pod majtkami. - Miałam wątpliwości, czy jeśli wytatuuję go koło pachwiny, nie sprofanuję godła Polski, ale potem pomyślałam, że to miejsce u kobiety jest jakoś święte, bo każdy Polak tam się zaczyna - uśmiecha się 21-letnia studentka. - Chciałam, żeby orzełek był tylko dla oczu mojego chłopaka. Maciek poczuł się tym wyróżniony, ale i tak później odszedł do innej.
Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać. Twierdzi, że dzisiaj mężczyznom wzrasta poziom testosteronu, dlatego trudno jej znaleźć chłopaka, który już na pierwszej randce nie proponowałby "wjazdu na chatę". A najbardziej niecierpliwi są faceci z tatuażami patriotycznymi.
Ewelina wyciąga z szafki zdjęcie, na którym dziadek Jan wtula się w babcię Jadwigę. Już wtedy cierpiał na demencję. Zapominał, jak to było, gdy walczył w AK i gdy siedział u komunistów w więzieniu. Pewnie zdrowo dostał w skórę, domyśla się Ewelina, widział krwawe sceny, ale na starość prawie o wszystkim zapominał. Została mu tylko miłość.
Ewelina szuka stowarzyszenia, do którego mogłaby się zapisać i działać na rzecz zniesienia umów śmieciowych. Wyobraża to sobie tak: ktoś stworzy projekt ustawy, inny skonsultuje z ekspertami, ona i jej podobni będą zbierać podpisy na ulicach i w internecie, a potem wyślą to politykom.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


Źrebak Luzak kopie piłkę cz.2 DɅWG –O.N.A Gloria - PIDZAMA PORNO - ODJAZDY 2012 Katowice Spodek 18.02.2012 MWFM - Patrzę Na Nią Pidżama porno -Gloria. Feat Marcin świetlicki (High quality) Zeamsone - Liczby TRZECI WYMIAR - DLA MNIE MASZ STAJLA (Lyrics) Polski Rap

Czy ona mnie uwodzi czy to moja wyobraźnia? - Życie ...

  1. Źrebak Luzak kopie piłkę cz.2
  2. DɅWG –O.N.A
  3. Gloria - PIDZAMA PORNO - ODJAZDY 2012 Katowice Spodek 18.02.2012
  4. MWFM - Patrzę Na Nią
  5. Pidżama porno -Gloria. Feat Marcin świetlicki (High quality)
  6. Zeamsone - Liczby
  7. TRZECI WYMIAR - DLA MNIE MASZ STAJLA (Lyrics) Polski Rap

Kiedy patrzę się na nią Ona leży koło mnie Tak swobodna i wolna Mruży oczy do słońca ... PIDŻAMA PORNO - Gdy zostajesz u mnie na noc [OFFICIAL VIDEO] - Duration: 4:26. MWFM - Znajdz nas na facebook'u ! tekst: Wchłaniam kolejnej kawy kubek Puste myśli powoli już się gubię Patrzę na świat przez różowe okulary W rzeczywistości trudno się odnaleźć ... Na drugi dzień pojechałam do sklepu, patrzę a tam leży i uśmiecha się do mnie duża czerwona piłka. Uśmiechnęłam się również i wiedziałam że bez niej nie wyjdę :)) Tyle radości i ... Patrzy się na mnie kiedy patrzę się na nią ... Majo - Ona Patrzy Na Mnie Znów (BraKe & Biszu Blend) - Duration: 3:26. BraKe Recommended for you. 3:26. BLACHA - Mademoiselle (prod. Kiedy patrzę na ciebie widzę ciebie i mnie ... oddawała mi się cała, była prawie doskonała Choć wysoka ja i tak mówiłem na nią mała Ona zawsze pewnie kroczy nie zatrzymuje sie nigdy Podejrzewam, że zrobisz we mnie więcej dziur Niż jakikolwiek mężczyzna Ona tak myśli ale nic nie mówi ... Kiedy patrzę się na nią Ona leży koło mnie Tak swobodna i wolna Trzeci Wymiar Polski najlepszy Muzyka Rap Ref.: Kiedy patrzę tak na ciebie jesteś fajna aj Dla mnie masz stajla Kiedy łączy nas noc upalna aj Dla mnie masz stajla Kiedy patrzę tak na ciebie ...